Nissan na mecie wyścigu Le Mans

Nissan GT-R LM NISMO ukończył 24-godzinny wyścig w LeMans już podczas swojego debiutu na tej imprezie. Trzy nowe wyścigówki rywalizowały odpowiednio przez 10, 23 oraz 24 godziny. Wszystkie miejsca od 1. do 6. w klasie LM P2 zajęły pojazdy napędzane silnikami Nissana

Nissan na mecie wyścigu Le Mans

W weekend 13-14 czerwca byliśmy świadkami wyścigowego debiutu oczekiwanego od dawna, przygotowanego specjalnie na 24-godzinny wyścig w Le Mans Nissana GT-R LM NISMO. Już samo uczestnictwo w tej wymagającej niezwykłej wytrzymałości rywalizacji jest tak ogromnym wyzwaniem, że celem Nissana było dojechanie do mety 24-godzinnego wyścigu w Le Mans przez jeden z trzech wystawionych przez niego bolidów.

Nissan GT-R LM NISMO z numerem 22, z załogą w składzie Harry Tincknell (GB), Michael Krumm (GER) oraz Alex Buncombe (GB), przekroczył linię mety w niedzielę o godzinie 15.00, pokonując wszelkie przeciwności losu i pomyślnie kończąc rywalizację w tym najwspanialszym wyścigu świata.

Przez pierwsze 10 godzin kolejne kilometry pokonywały wszystkie trzy egzemplarze modelu GT-R LM NISMO. Każdy z nich przejechał w tym czasie ponad 100 okrążeń liczącego 13 kilometrów i 629 metrów toru w Le Mans. Bolid z numerem 22 zmagał się podczas wyścigu z licznymi problemami typowymi dla nowych konstrukcji. Kilkakrotnie dochodziło również do kolizji ze znajdującymi się na torze przeszkodami. Największa przygoda spotkała go w dziewiątej godzinie wyścigu, kiedy to zbliżający się do zakrętu Indianapolis z prędkością 340 km/h Tincknell uderzył w duży, zgubiony przez inne auto element.

„Cały wyścig jechaliśmy dbając o stan techniczny samochodu. Naszym priorytetem było pokonanie jak największej liczby kilometrów i dojechanie do mety w Le Mans" - powiedział Tincknell. „Oczywiście jadąc samym środkiem toru nie spodziewałem się, że uderzę w leżący na nawierzchni ogromny kawał 'czegoś'. Samochód prowadził się wcześniej doskonale, więc uszkodzenie, konieczność zjazdu do boksu i spora strata czasowa były wielkim rozczarowaniem. W pierwszej fazie wyścigu nie szło nam najlepiej, lecz później udało mi się wyprzedzić siedmiu czy ośmiu konkurentów z kategorii P2 i mogłem się skoncentrować na dojechaniu do mety w jednym kawałku."

24-godzinny wyścig w Le Mans jest ogromnym wyzwaniem dla każdego producenta. Debiut w tej rywalizacji wymaga wykonania iście tytanicznej pracy. Zespół Nissan NISMO przygotowywał się do wyścigu niemal non-stop od momentu, w którym GT-R LM NISMO po raz pierwszy wyjechał na tor pod koniec 2014 roku. Samochód wciąż jest we wczesnej fazie rozwoju, lecz w weekend w Le Mans, kiedy to zespół robił wszystko, co w jego mocy, by utrzymać wszystkie pojazdy na torze, udało się zgromadzić wiele niezwykle cennych doświadczeń.

Pierwszą ofiarą padł samochód z numerem 21, który pod koniec dziesiątej godziny wyścigu stracił koło. Pomimo wysiłków Tsugio Matsudy (Japonia) nie udało się dojechać nim do boksu. Na początku wyścigu, jako pierwszy za kierownicą auta z numerem 21 zasiadł zespołowy kolega Matsudy Lucas Ordóñez (Hiszpania), którego zastąpił Mark Szulżycki (Rosja). Ostatnim członkiem zespołu był kierowca japoński.

„To był dla nas ciężki wyścig. Ale tego się spodziewaliśmy" - powiedział Ordóñez. „Na początku wszystko układało się bardzo dobrze. Jechaliśmy czysto i bez problemów, lecz po zmroku musieliśmy stawić czoła kliku awariom. Potem Tsugio (Matsuda) miał kłopoty z jednym z kół i nie udało mu się wrócić do boksu. Utrata przedniego koła w przednionapędowym samochodzie nie jest wymarzonym scenariuszem. Mieliśmy po prostu pecha. Pragnę podziękować całemu zespołowi, który pracował na przestrzeni ostatnich tygodni i miesięcy ponad ludzkie siły. Wszyscy jego członkowie byli niezwykle zawiedzeni tym, że samochód nie był w stanie dojechać do boksu. Ten weekend był dla nas źródłem cennej wiedzy. Zgromadziliśmy ogromne ilości danych i nauczyliśmy się tego, jak współpracować jako silna, wyścigowa ekipa. Musimy nadal poszerzać naszą wiedzę oraz doskonalić samochód, by lepiej przygotować się do przyszłych wyzwań."

Najbardziej „bolesne" zakończenie wyścigu stało się udziałem Nissana z numerem 23, który musiał się wycofać z powodu awarii zawieszenia. Jann Mardenborough (GB) oraz jego koledzy zespołowi Max Chilton (GB) i Olivier Pla (FRA) stracili czas już na początku wyścigu z powodu awarii sprzęgła, lecz później szło im całkiem nieźle i mieli nawet szansę na ukończenie rywalizacji na dobrym miejscu. Niestety Mardenborough musiał zjechać z toru na godzinę przed zakończeniem wyścigu.

„Dzięki temu, że nie mogłem wystartować ze wszystkimi, ominęło mnie największe zagrożenie" - powiedział Mardenborough. „Moja zmiana przebiegała naprawdę dobrze, zużyłem trzy komplety opon i koncentrowałem się na tym, aby utrzymać samochód na torze. Byłem załamany, kiedy okazało się, że musimy wycofać się z wyścigu dosłownie na godzinę przed jego zakończeniem. Próbowałem wszystkiego co w mojej mocy, by znowu ruszyć, ale numer 23 odmówił posłuszeństwa. Pod koniec wyścigu samochód prowadził się zdecydowanie lepiej niż na początku. Widać było, że zmiany w ustawieniach wprowadzane w trakcie rywalizacji były właściwe. Pragnę podziękować całej ekipie, która tak ciężko pracowała, szczególnie w ciągu ostatnich kilku tygodni. Możemy być dumni z tego, co udało nam się dzisiaj osiągnąć."

„Jestem niezwykle dumny z całego naszego zespołu" - powiedział Darren Cox z Nissana. „Mieliśmy pewne problemy, ale to normalne przy stosowaniu innowacyjnych rozwiązań. Nasz silnik spisał się doskonale, a z resztą kłopotów udało nam się szybko uporać. Bardzo dużo się w Le Mans nauczyliśmy. Bitwa, którą stoczyliśmy, uczyni nas jeszcze silniejszymi."

„Większość uczestników rywalizujących w klasie LM P1 nie kończy rywalizacji za pierwszym podejściem, więc cieszymy się z tego, że nam udało się osiągnąć ten cel" - kontynuował. „Chłopaki w serwisie są prawdziwymi bohaterami weekendu. Doskonale spisali się również nasi kierowcy, którzy często walczyli w bardzo niesprzyjających okolicznościach. Musieli wykazać się niezwykłą siłą fizyczną i psychiczną. Każdy z naszych dziewięciu kierowców dał w ten weekend z siebie absolutnie wszystko. Zrobiliśmy dokładnie to, czego od nas oczekiwano. Walczyliśmy wytrwale, rozwiązywaliśmy problemy, wykorzystaliśmy do maksimum nasze aktualne możliwości i ukończyliśmy 24-godzinny wyścig w Le Mans."

Oprócz znajdującego się we wczesnym stadium rozwoju projektu LM P1, Nissan dostarcza również silniki wielu innym zespołom rywalizującym w Le Mans w kategorii LM P2. To właśnie one dały japońskiemu producentowi wiele powodów do dumy, zajmując sześć pierwszych miejsc w klasie LM P2. Zwycięzcą został samochód z numerem 47 ze stajni KCMG Oreca-Nissan. Kolejne miejsce zajął zeszłoroczny triumfator JOTA Sport Gibson-Nissan, zaś podium uzupełnił bolid z numerem 26 zespołu G-Drive Ligier-Nissan. Gaëtan Paletou, zwycięzca firmowanego przez Nissana programu Lounge to Le Mans, niestety nie miał okazji wystartować po tym, jak samochód jego zespołu musiał wycofać się z rywalizacji zanim przyszła jego kolej.

Kolejnym wyścigiem, w którym weźmie udział Nissan GT-R LM NISMO, będzie 6-godzinna rywalizacja na torze Nürburgring - czwarta runda Mistrzostw Świata FIA w kategorii Endurance odbędzie się 30 sierpnia.